piątek, 30 czerwca 2017

Popołudniowe "dzień dobry"



 


"Melduję uroczyście, że biuro w połowie przeniesione zostało do Sutereny!"
:)
Wśród widzów zapanowała ogromna radość i niedowierzanie.
Bohaterka otrzyma teraz owacje na stojąco.
"Dziękuję, dziękuję".
Następuje przecięcie wstęgi w obecności Burmistrza Miasta.
Bohaterka ukradkiem ociera łzę wzruszenia i prosi, żeby ludzie byli dla siebie mili i czytali więcej książek.

:):):)

Kochani, drodzy i niesłychanie cierpliwi Czytelnicy.
Prace może i posuwają się powoli, ale..
Ale jest tam coraz milej, coraz fajniej. 
Brakuje jeszcze wielu rzeczy, min. światła i wody. Trzeba wykonać grube prace malownicze, ale uda się.

Z rzeczy ważnych- już postawiłam tam kolejne biurko, już go zawalam notesami, pędzlami, kartkami. Jestem w przede dniu tworzenia tablicy inspiracji, którą zawsze chciałam mieć, a w mieszkaniu jakoś się nie złożyło.
Był już Pan Od Światła i Jasności, podał cenę, no i płaczemy. Płaczemy całą rodziną i jak tylko skończymy płakać to się bierzemy za to światło.

Pięknie jest też bez tego światła, w sumie tak sobie myślę...
Światło takie miękkie, cienie ciekawe, w sam raz do klimatycznych zdjęć.
Lubię tam schodzić i cyknąć fotkę a potem na nią patrzeć i patrzeć...

I czasu też mam więcej żeby się pokrzątać w tamtejszym kurzu i wilgoci.
Czy umiecie sobie wyobrazić czym jest szczęście??
Sutereną właśnie.

:) :)


Miłego dnia
Alicja

czwartek, 20 kwietnia 2017

Wielkanoc 2017
























Dzisiaj czas pożegnać się ze świętami.
A każdy bloger wie, że najlepiej zrobić to wpisem 
:)

Dzielę się z Wami naszą świąteczną atmosferą, ale już tą spokojniejszą, kiedy popijamy sobie herbatkę i każdy robi to, co lubi.
W tym roku nawet nie wiem, jak i kiedy stały się święta.
Nawet strojenie domu stało się mimochodem, przy okazji, prawie z zamkniętymi oczami.
Niestety samo przeżywanie świąt wyglądało podobnie.
Czułam się raczej obok.
Z pewnością jest to wynik pośpiechu, zapomnienia się w codzienności i zmian, które zauważam w sobie.
Jakiś etap, jakaś linia, którą przekraczam, jakieś nowe.
Oswajam się z tym dopiero i przyglądam, jak bardzo zmieni się moje spostrzeganie świata.
I tak mnie to zaprząta, taka się stałam "wsobna", że nie starcza mnie na zewnątrz.
Ale to raczej dobre zmiany.
Chyba w końcu staję się "dorosła"
:)
Tak czy inaczej święta były, pisanki były, polewanie wodą było.
:)
Z nową energią i pomysłami idę dalej.
Suterena "się robi", w planach na najbliższą przyszłość zmiany w pokoju Kaliny i balkon.
No więc nosi mnie, już bym jechała do sklepu, już bym malowała, dekorowała, już czuję to przyjemne zniecierpliwienie, tę chęć działania.
A jeszcze przede mną zaległości w postach.
I też je zrobię. 
Obiecuję.


Alicja



wtorek, 4 kwietnia 2017

O bałaganie ciąg dalszy


 






 


Pozostajemy w temacie bałaganu.
:)
Na święta temat jak znalazł.
Ale nie będzie o myciu okien ani porządkach w szafkach.
Dzisiaj zapraszam Was ponownie do Sutereny.
Czekałam na tą chwilę całą zimę.
Nie odpoczywałam wtedy- ogarniałam się po porodzie, kochałam z całych sił maluszka, żeby było mu z nami dobrze ( kocham do teraz :):) ) i opiekowałam się na 102 moimi gagatkami- Piotrem i Kalą.
Suterena trwała sobie, smutna i nieszczęśliwa- jak ja.
W listopadzie skuliśmy tynk, przez zimę trochę osuszyliśmy te okropne, mokre ściany, a z wiosną zaczynamy porządki.
Jest tam tak dużo do zrobienia! Wiele prac, które trzeba zrobić wymagają niestety ogromnego nakładu finansowego, na co zupełnie nie mogę sobie w tej chwili pozwolić. Postanowiłam więc urządzić to moje cudo po kosztach.
Inaczej nigdy bym nie zaczęła.
Przede mną ogromnie dużo pracy.
Dopiero teraz zacznie się cała zabawa.
Muszę się Wam przyznać, że gdyby choć chwilę jeszcze potrwało to moje czekanie, to chyba rzuciłabym tym wszystkim w cholerę.
Entuzjazm spadał mi w straszliwym tempie, a wizja tego, że kiedyś tam zejdę była jak sen, który miał się nigdy nie wydarzyć.
Miałam potworne chwile zwątpienia i zdarzyło mi się zapłakać nad zaistniałą sytuacją.
Tak, tak, prawdziwymi łzami.
:)
Jednak mam nadzieję, że już za moment, za chwilę dosłownie, będę mogła zaproponować Wam jakieś cudne meble, perełki z mojej pracowni.
:)
I wtedy spełni się moje kolejne marzenie.
Trzymajcie za mnie kciuki bardzo, bardzo mocno, bo tego strrrrasznie potrzebuję.

Spokojnej nocy.
Alicja


czwartek, 30 marca 2017

Zaległości








Miało być jutro...
Jutro niestety się przeciągnęło i w rezultacie czekaliście chyba ze dwa tygodnie :(
Na pocieszenie powiem Wam, że jak jeszcze na bieżąco jestem ze sprawami domowo- dziecięcymi, to swoje osobiste- na przykład czytanie, odkładam na coraz dłuższe chwile.
Czasem wydaje mi się, że w nieskończoność.
Rosną coraz bardziej moje zaległości książkowe. Stosy książek piętrzą się i zaczynają zalegać w kątach.
Bardzo smutny to widok.
Jedną książkę potrafię czytać tak długo, że jeszcze nigdy mi się tak nie zdarzało.

No i naiwnie wierzę, że to przejściowe, że to się kiedyś skończy, że jeszcze się naczytam.
Coraz częściej kupuję książki z myślą, że przeczytam je później- taki projekt emerytura
:)
Tak wiem, wiem, to śmieszne, ale niestety prawdziwe.
Jeśli miałabym powiedzieć czego najbardziej brakuje mi w macierzyństwie oprócz chodzenia na randki z mężem, to właśnie czytania.
I snu.

:)

Miłego popołudnia.
Alicja

Ps No i najważniejsze- twórczy bałagan podczas robienia biblioteczki. Patrz wyżej. 
:)
Okazało się, ku mojej rozpaczy, że w stosach na podłodze mieści się więcej książek niż na półkach, i że stary system wcale nie był taki zły.



środa, 22 marca 2017

Dzień dobry!







Witajcie.
Wcale o Was nie zapomniała. Chociaż mam obawy czy jeszcze ktoś tu zagląda...
Połknęło mnie życie domowe.
W całości.
Kiedy już wydaje mi się, że powoli wszystko wraca do normy i codzienność zaczyna być dla mnie łaskawa, nagle dzieje się coś takiego, że od nowa wpadam w wir obowiązków, bieganinę i ratowanie świata.
Szczerze Wam powiem, że nawet momentami zastanawiałam się czy nie rzucić tym wszystkim (tj. moimi marzeniami) w cholerę i poświęcić się rodzinie.
Tak, wiem. Głupi pomysł.
:)
Naprędce postaram się Wam zrelacjonować zmiany i wydarzenia jakie zaszły u nas w domu.
Dzisiaj zacznę od zmian w salonie.
Zmiana duża i mała- mianowicie nasz stos książek zamieszkał w witrynie.
Wiem, wiem, że już to wiecie od świąt bożego narodzenia.
Ale i tak postanowiłam Wam jeszcze raz o tym opowiedzieć.
Tak właśnie było przed zmianą...
Jutro pokażę jaki piękny bałagan zrobił się podczas montowania biblioteczki 
:) 
... żeby Was zachęcić do odwiedzenia mnie jeszcze...
:)


Alicja

niedziela, 5 lutego 2017

Słowo na niedzielę





Uwielbiam biurka, stoliki, blaty, zwykłe dechy- słowem wszystko, na czym można popracować.
Gdzie można się rozłożyć, zrobić piękny bałagan. Gromadzić, piętrzyć, zbierać.
Mam do tego słabość.
Uwielbiam zmieniać ten kąt w zależności od potrzeby, pory roku, humoru.
Moje królestwo metr na metr.
Czasem jest tu barokowo, czasem w duchu zen. 
Bywa, że nie widać mnie ze stosu spiętrzonych książek, a czasem chowam wszystko do półek i tworzę sobie niczym nie zakłóconą przestrzeń.
Zmieniam tu fotele, na krzesła, krzesła na wiklinę.
Dodaję kwiaty, gałęzie albo ustawiam puste wazony.
Lubię kłaść na biurko nowe książki, podarowane, zdobyte, pożyczone.
Lubię zastanawiać się, którą tym razem przeczytam jako pierwszą.
Pozwalam, żeby kusiły mnie okładkami, kolorami, treścią.
Zasypiając widzę ten mój mały poukładany świat i ten widok mnie uspokaja.
To tu najczęściej pachnie kawą, to tu mnie nikt nie dotyka,  domownicy zostawiają w spokoju moje myśli i ciało.
To najlepszy punkt obserwacyjny.
To tu jest najcieplej, najprzyjemniej, inspirująco.
To tu najbardziej czuje się sobą- nic mnie nie rozprasza, do głosu dochodzą moje myśli, stany, uczucia.
To tutaj mam chwilę, żeby się nimi zająć, dopuścić je do głosu.
Zastanowić się nad sobą, swoją przyszłością, czasem przeszłością.
Tutaj układam zadania na dzień. Tutaj rozmyślam o rodzinie i tym, czego potrzebują i co mogę dla nich zrobić.
Czasem wydaje mi się, że to tutaj się zaczynam.
Bardzo, bardzo lubię to miejsce. 
Przycupnięte w kącie sypialni.
Cierpliwie czekające, kiedy będę miała chwilę zająć się nie-domem.
Gdybym mogła miałabym takie miejsce w każdym pomieszczeniu w domu.
Takie bazy, gdzie mogłabym się ładować.
 :)


Spokojnej niedzieli moi mili.

A.






ZapiszZapisz

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Back to school






To były nasze pierwsze ferie ever :)
W połowie pracowite, w połowie szalone.
Dziś odkurzyłyśmy plecak i Kala poszła do szkoły.
Nie powiem, że dziarsko, bo zmęczenie było ponad przeciętne i wszystkie nierozsądne wieczory, kiedy szła spać grubo po 22.00, dały się nam we znaki.
Poranek był naprawdę ciężki.
Liczę, że szybko wrócimy do formy.
I że czas do następnej przeryw świątecznej minie szybko, bo fajnie było nam razem.
:)
MIłego dnia.
A.